zimno-niebieskim
niebie.
Ani jednej chmury.
Biel ich ciał
błyszczy w rzadkim
jesiennym słońcu.
Nagość drzew.
Niewysokie
iglaste krzaki
pchane przez wiatr
- to w jedną,
to w drugą stronę.
Wysoki pusty budynek
tuż przy ulicy
jeszcze bezdomny,
niezaludniony.
Autobus,
w nim ja.
Jedziemy.
Szkoda, że nie donikąd.