środa, 7 sierpnia 2019

Przepraszam. Nie chciałam. Tak jakoś wyszło.

Ta kula w żołądku,
którą noszę od zawsze,
nazywa się:
"Na pewno coś strasznego zrobiłam".
Coś niewybaczalnego.
Coś, co wykreśla mnie z rejestru
ludzi zasługujących na miłość.
No bo przecież gdybym nie zrobiła,
to by mnie tak samej nie zostawiono
w samym środku piekła.
Miałam tylko kilkanaście lat.

Musiałam na to załużyć.
Dlatego od tej pory,
jako to niegodne dziecko, 
udowadniać będę,
że warto mnie kochać,
ża zasługuję na to, by żyć.
Na pewno doczekam się dnia,
kiedy ktoś mi powie:
Już możesz przestać. Odpocznij.
Wręczamy ci dyplom,
który wymazuje Twoje grzechy sprzed narodzin.
Ba! Wymazuje nawet grzech narodzin!
Wymazuje też grzech denerwowania bliskich
byciem po prostu dzieckiem -
młodszą siostrą, córką, uparciuchem.
Uff. Nareszcie. Mogę teraz odetchnąć.
Wybaczono mi winy.
Przepraszam, że się urodziłam.
Nie chciałam. Naprawdę.
Tak jakoś wyszło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz