Budzę się.
Za oknem taka prawie wiosna.
Ciebie nie ma.
Uczysz ludzi o różnicach między
perplexed a confused.
Dotykam swojego uda.
Jest większe, niż kiedyś.
Pierwsze zajęcia dopiero o 16.
Co począć z całym dniem?
Myślę sobie, że gdybyśmy mieli
dziecko,
wtedy nie miałabym tych wszystkich
pytań
o sens życia i o to którędy biegnie
moja droga.
Zawsze myślałam o sobie jako o
niespełnionej pisarce.
Wciąż nie piszę.
Oczy bolą mnie od komputera.
Smucę się w brudnym mieszkaniu
i tęsknię do oceanu i dziecka.
Naprzemiennie.
Przede mną blado-fioletowe tulipany
się chyboczą w wazonie
ze słoika na stoliku z Ikei.
Nasze życie nie jest takie jak z
katalogu z Ikei,
ale przynajmniej stolik mamy.
Kawa wystygła w filiżance.
Wielkie miasto rozbudzone.
Chłód na moich dłoniach
- okno otwarte.
A gdybym była w innym kraju?
A gdybym miała dużo pieniędzy?
A gdyby mnie kto inny wychował?
Kim bym wtedy była?
Czy byłabym szczęśliwa?