wtorek, 29 marca 2016

Udo większe, niż kiedyś.

Budzę się.
Za oknem taka prawie wiosna.

Ciebie nie ma.
Uczysz ludzi o różnicach między
perplexed a confused.

Dotykam swojego uda.
Jest większe, niż kiedyś.
Pierwsze zajęcia dopiero o 16.
Co począć z całym dniem?

Myślę sobie, że gdybyśmy mieli dziecko,
wtedy nie miałabym tych wszystkich pytań
o sens życia i o to którędy biegnie moja droga.

Zawsze myślałam o sobie jako o niespełnionej pisarce.
Wciąż nie piszę.
Oczy bolą mnie od komputera.
Smucę się w brudnym mieszkaniu
i tęsknię do oceanu i dziecka.

Naprzemiennie.

Przede mną blado-fioletowe tulipany się chyboczą w wazonie
ze słoika na stoliku z Ikei.
Nasze życie nie jest takie jak z katalogu z Ikei,
ale przynajmniej stolik mamy.

Kawa wystygła w filiżance.
Wielkie miasto rozbudzone.
Chłód na moich dłoniach
- okno otwarte.

A gdybym była w innym kraju?
A gdybym miała dużo pieniędzy?
A gdyby mnie kto inny wychował?

Kim bym wtedy była?

Czy byłabym szczęśliwa?

Kura domowa

Jestem kurą domową
w białym szlafroku
i turbanie z niebieskiego ręcznika

Wstałam późno
Wypiłam czarną kawę z odrobiną cukru
Wystawiłam zegarki na sprzedaż w internecie

Teraz słucham deszczu zza okna
jak dzwoni delikatnie o parapet
i jak zaczyna uderzać coraz mocniej

Lakier na moich paznokciach poodpryskiwał
szczególnie na czubkach
pewnie go zjadłam

Naczynia wysypują się brudne
ze zlewu
Siedzę na kanapie
Piszę wiersz
Ach gdybym paliła
to bym się wychyliła przez okno
i paląc patrzyłabym z wyższością
na beton pode mną i ludzi
których nie widzę

Wyobrażałabym sobie
że niczym paryska myślicielka
tworzę historię
snując swe myśli i sądy

Jestem polskim
nieodkrytym jeszcze talenciem
grzeczną wychowanką systemowej edukacji
owocem miłości "to chyba to"
Choruję na niemoc
i uszczerbki w poczuciu własnej wartości

Jak wszyscy

Ale przynajmniej mogę napisać wiersz
i pomarzyć że jestem kimś innym

Drogie naczynia już do was idę
Mocząc rękawy szlafroka
Przywrócę wam waszą godność

wodą gąbką i płynem

niedziela, 20 marca 2016

Skrzydła jak skały

Jesiennie dziś
Sennie

Deszcz pada, zimny wiatr przemarza ciała...i kości

Na coś czekam
Nie przyjdzie to stamtąd albo tam albo wtedy 

To żyje we mnie
pełne radosne gotowe

I czeka aż się obudzę

Śpiące skrzydła
stają się ciężkie jak skały

Nie można o nich zapomnieć, bo są
i ciążą
Kiedy się je odetnie pzostaną blizny
i pewnego rodzaju kalectwo

Więc się nimi porusza od czasu do czasu
cudacznie nieudacznie

I się marzy o śnie na wieki i na zawsze

Albo nagłym przebudzeniu do szalonego lotu

Kto miał nas nauczyć latać i nie nauczył?
Albo kto sprawił, żeśmy zapomnieli
jak rozpościerać skrzydła i wzbijać się w powietrze tysiąca możliwości...?




Transmisja

„Zanim otworzysz usta,
twoja mowa jest już ukończona.

Zanim zrobisz krok,
już jesteś na miejscu”.

Wachlarz oddechu
pozwala
chmurom płynąć.

Jestem chmurą czy niebem?
Oddechem czy oddychającym?

Odmęty wrażeń, słów, pragnień i myśli.

Łagodny szelest oddechu
przestrzeń w klatce piersiowej
unoszenie i opadanie brzucha

Twoje niebieskie oczy.

W złotym świetle
na zawsze razem

takie same czy różne?