Jestem kurą domową
w białym szlafroku
i turbanie z niebieskiego ręcznika
Wstałam późno
Wypiłam czarną kawę z odrobiną
cukru
Wystawiłam zegarki na sprzedaż w
internecie
Teraz słucham deszczu zza okna
jak dzwoni delikatnie o parapet
i jak zaczyna uderzać coraz mocniej
Lakier na moich paznokciach
poodpryskiwał
szczególnie na czubkach
pewnie go zjadłam
Naczynia wysypują się brudne
ze zlewu
Siedzę na kanapie
Piszę wiersz
Ach gdybym paliła
to bym się wychyliła przez okno
i paląc patrzyłabym z wyższością
na beton pode mną i ludzi
których nie widzę
Wyobrażałabym sobie
że niczym paryska myślicielka
tworzę historię
snując swe myśli i sądy
Jestem polskim
nieodkrytym jeszcze talenciem
grzeczną wychowanką systemowej
edukacji
owocem miłości "to chyba to"
Choruję na niemoc
i uszczerbki w poczuciu własnej
wartości
Jak wszyscy
Ale przynajmniej mogę napisać wiersz
i pomarzyć że jestem kimś innym
Drogie naczynia już do was idę
Mocząc rękawy szlafroka
Przywrócę wam waszą godność
wodą gąbką i płynem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz