Słyszę wiatr wdzierający się przez
nieszczelność okien.
Widzę jak białe, miękkie chmury
przesuwają się niespiesznie po błękitnym niebie.
Rześkie powietrze orzeźwia moją
skórę,
sprawiając że drobne włoski
wyciągają swe ciekawe główki ku górze.
Na parapecie stoi storczyk – prezent
na „ocieplenie domu”.
W połączeniu z okalającą go okienną
ramą wygląda niczym obraz.
Czy cieszy się światłem?
'''
Nie mam wielu uczuć w tej chwili w
sobie
- wdzięczność za to co widzę
oraz za to że jestem bezpieczna.
Głębiej ukryty jest strach,
że niedługo przestanę być
bezpieczna i
że znowu zrobiłam coś źle
- niezbywalne poczucie winy,
że się człowiek w ogóle urodził;
żyje we mnie jak małe zwierzątko
o małych płucach i wielkich oczach.
Jest też zmęczenie
wielością wyborów i brakiem
instrukcji
na to jak mogę mieć szczęśliwe
życie.
Wije się wzdłuż kręgosłupa
i atakuje nogi zginając je lekko,
żeby się można było wygodniej
ułożyć na kanapie.
'''
Krajobraz myśli raczej montonny:
- powinnam znaleźć pracę na etat
- albo przynajmniej posprzątać w domu
- powinnam skończyć tłumaczyć książkęskoro dałam słowo pomimo tego, że już mi się nie chce
- powinnam wziąć prysznic i zrobić jogę
- trzeba było zadzwonić
- teraz pomyślą, że jestem tchórzem
- nie powinnam być tchórzem
- nie pownnam myśleć, że nie powinnam być tchórzem
Ponieważ ilość powinności
przytłacza,
siedzę na kanapię i patrzę przez
okno.
Nie robię nic.
'''
A kiedy myślę o tobie, to zła
jestem,
że w takim pośpiechu dzisiaj
wyszedłeś.
Zrobiłam ci kawę,
żeby było miło.
Nie lubię gdy cię nie ma,
bo wtedy słyszę samotność
małej dziewczynki
kwilącą cicho
w ciemnej komancie pamięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz