Piękne sobotnie popołudnie.
Nie mogę się ruszyć.
Tyłek się przykleił
do ciepłego siedziska,
przy oknie gdzie widzę
świat zanurzony
w zimnej grudniowej aurze.
Szary świat chodników,
ulic i aut...
i ludzi rzecz jasna
w bluzach,
kurtkach,
szalikach.
Nie mogę stąd wyjść.
Tyłek się przykleił do siedziska.
Widza.
Jesteśmy na Titanicu
- nasza planeta tonie,
choć płonie.
Tak tu było pięknie!
poniedziałek, 10 lutego 2020
Na początek roku cisza
A we mnie na początek
nowego roku
jakby przesilenie,
napięta cisza przed burzą.
Przyczajony tygrys,
ukryty smok.
Męczą mnie myśli
o misiach koala
zabitych przez ogień,
a raczej przez nas.
Dokąd idziemy?
Prosto w paszczę lwa...
Wszystko, co może mnie
uszczęśliwić już tu jest.
Siedzi. Pisze.
Pije kawę po arabsku.
Słucha piosenek o miłości.
Ogrzewa wzrok
palącym się w małej szklance
tealightem.
Na dnie fusy z domieszką
przypraw.
Taka smaczna była to kawa...
nowego roku
jakby przesilenie,
napięta cisza przed burzą.
Przyczajony tygrys,
ukryty smok.
Męczą mnie myśli
o misiach koala
zabitych przez ogień,
a raczej przez nas.
Dokąd idziemy?
Prosto w paszczę lwa...
Wszystko, co może mnie
uszczęśliwić już tu jest.
Siedzi. Pisze.
Pije kawę po arabsku.
Słucha piosenek o miłości.
Ogrzewa wzrok
palącym się w małej szklance
tealightem.
Na dnie fusy z domieszką
przypraw.
Taka smaczna była to kawa...
Usiąść i się rozejrzeć
Usiąść
i się rozejrzeć.
Tak naprawdę.
Oczami i ciałem całym.
Bez kolejnej sprawy
na głowie.
Zobaczyć różnokolorowe
pestki oliwek na czarnej
serwetce w kwadrat.
I krople oliwy na stole.
Zobaczyć ufnie opdoczywającego
psa na kanapie.
Zobaczyć obrazy na białej ścianie,
a pomiędzy nimi kwiaty w ceglanych
doniczkach na ceglanej ścianie.
Lampy i żyrandole -
kazdy z tzw. innej parafii.
Usiąść
i poczuć tę słoność w ustach
i gęsią skórkę na mysl,
że nie wiem dokąd idę.
Gęsia skórka zamienia się
w ścisk żołądka
i nagle boję się,
że stracę wszystko,
co kocham i zostanę sama
z krawiącym sercem w dłoniach.
Bo shit happens.
i się rozejrzeć.
Tak naprawdę.
Oczami i ciałem całym.
Bez kolejnej sprawy
na głowie.
Zobaczyć różnokolorowe
pestki oliwek na czarnej
serwetce w kwadrat.
I krople oliwy na stole.
Zobaczyć ufnie opdoczywającego
psa na kanapie.
Zobaczyć obrazy na białej ścianie,
a pomiędzy nimi kwiaty w ceglanych
doniczkach na ceglanej ścianie.
Lampy i żyrandole -
kazdy z tzw. innej parafii.
Usiąść
i poczuć tę słoność w ustach
i gęsią skórkę na mysl,
że nie wiem dokąd idę.
Gęsia skórka zamienia się
w ścisk żołądka
i nagle boję się,
że stracę wszystko,
co kocham i zostanę sama
z krawiącym sercem w dłoniach.
Bo shit happens.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)