czwartek, 22 grudnia 2016

świetlistości!

Jak się odnaleźć
w tym deszczu
i w tej szarej mgle,
gdy słońce uciekło
do ciepłych krajów?
Nieznośna nieznośność
i ciężkość bytu
w nogach,ramionach
i głowie.

Betonową płytą
sunę w przestworza
szarości umysłu
i  sennego dymu.

Kula prowadzi
utykającą kobietę,
wykrzywiona, czerwona twarz
krzyczy na dziewczynkę.
Boli mnie żołądek.


O! Świetlistości umysłu!
Gdzie jesteś?
Podobno jesteś ze mną
zawsze i wszędzie...
więc jak to jest,
że cię nie ma
dziś?

piątek, 25 listopada 2016

Donikąd

Ptaki na
zimno-niebieskim
niebie.
Ani jednej chmury.

Biel ich ciał
błyszczy w rzadkim
jesiennym słońcu.

Nagość drzew.
Niewysokie
iglaste krzaki
pchane przez wiatr
- to w jedną,
to w drugą stronę.

Wysoki pusty budynek
tuż przy ulicy
jeszcze bezdomny,
niezaludniony.

Autobus,
w nim ja.
Jedziemy.

Szkoda, że nie donikąd.

środa, 19 października 2016

Mgła

Może pewnego dnia
poczuję rześki 
smak mgły
w ustach
a jej wilgoć dotknie mnie tak
dosadnie
że się obudzę
ze snu

piątek, 29 lipca 2016

zawijas

Kiedy jest smutno,
to się chce zawijać
ciaśniej i ciaśniej w siebie.
Jak liść kapusty w gołąbek,
 mokry wełniany sweter w ręcznik.
W tym zawijaniu można się zapomnieć.
Przegapić moment,
gdy oddech robi się głębszy,
a ciało pragnie kontaktu ze światem.
Można się zassać w sobie,
długo nie wychodząc.
Niczym żółw który zapomniał
że poza nim też jest życie
Potrzeba czujności pantery,
by patrzeć uważnie na chmury

- zgodnie z naturą życia
słońce zawsze pojawia się  z powrotem.

Trupy


Trupy dookoła, wszędzie
jak okiem sięgnąć.
A poniżej...
tak głębiej...jakoś...
słychać dźwięk
oceanicznej toni.
Tam nic nie gaśnie
i nic nie powstaje.
Tam rzeczy istnieją zawsze -
zmieniają jedynie
kształty i imiona.
Byłaś kamieniem,
liściem,
potokiem.
Jak nie zatrzymywać
pamięci o sobie?
Pozwalać rzeczom
odchodzić w nieznane przestworza,
by stały się czymś nowym?
Kim jestem?
Czy tą historią,
którą sobie od lat opowiadam?
Czy odbiciem w twoich oczach,
które tak kocham?
Jak zaufać,
że nawet śmierć przeminie?

niedziela, 24 lipca 2016

Co?

Siedzę
z prostymi plecami.
W namiocie bez ścian.
Ptactwo jest głośne.
Czuję siebie głębszą.
Za granicą tego,
kim jestem,
odsłaniam się sobie inna.
Ptak śpiewa we mnie,
choć siedzi za oknem.
Kiedy otwierasz
serce na świat,
odczuwam to.

Pomimo, że jesteś
tak różna,
ożywia nas to samo.


środa, 20 lipca 2016

Ślubowanie

Czujące istoty są niezliczone,
żadnej z nich nie mogę wyzwolić,
bo jestem tylko Ja.

Nikogo nie możesz wyzwolić,
bo nie ma kogo wyzwalać.

Kiedy to pojmiesz,
rzeczy odnajdą właściwe
miejsce.



Sen

Nie ma ciebie.
Nie ma mnie.
Kim jest ten,
kto sądzi,
że żyje w oddzieleniu
od reszty stworzenia?
Ten duży, brązowy pies
i ja jesteśmy obliczami tego samego.
On śpi na ulicy.
Ja mam łóżko wysoko pod sufitem.
Cały świat jest Domem.
Nie ma gdzie się skryć,
ani przed czym uciec.
Szum komputera.
Kieliszek wina.
Spokój.
Miłość.
Zaufanie.
Sen.

ofiara

Jeszcze mamy dziś.
Może też jutro.

Każdy dzień szczęścia
w ofierze dla tych,
co nie zdążyli.

o lęku że podobno jest myślą

84 osoby zabite w Nicei.
Dokąd odeszły?

"Kto będzie następny?"

Lęk to podobno tylko myśli.

W gruncie rzeczy
teraz jest tylko stukot tramwaju
mały kłujący ból w udzie
i zapach ciebie na moim policzku
po tym jak spałam na twoim ramieniu,
zmęczona.




poniedziałek, 11 lipca 2016

Egzystencjalnie

Ptasi śpiew
wypełnia czaszkę.
Ziemia pod plecami jest chłodna.
Chmury przetaczają się przez błękit nieba,
a zieleń roślin odżywia wyschłe oko.

________________________________

Nie ma innego świata,
innego życia,
niż to.


wtorek, 14 czerwca 2016

Modlitwa

Chór ptasi 
nachalnie kojący.
I wiatr niewidzialny
choć zielony.
Promienny uśmiech słońca
i opustoszałe niebo.
I tylko błękit!
błękit!
błękit!
Wdzierający się 
w zziębniętą duszę. 

Niech lato ogarnia
moje wnętrze.
Niech rozgrzeje 
we mnie ufność.
Niech błękit trwa
we mnie pomimo deszczu,
A oddech płynie
w falistym rytmie morza. 

Niech życie 
przepływa wartko 
niczym rzeka
spiesząca do oceanu.
Niech mnie bezkres
wielkiego nieba oczyści 
i niech mnie natchnie
gorącem słońca.
By patrzeć z odwagą w siebie
i w przód!

Niech na mnie spłynie 
wdzięczność od czubka głowy
po palce stóp
dla każdej chwili
dotychczas przeżytej 
i niech mnie otworzy Miłość
na stratę
na śmierć
i na WSZYSTKO!

wtorek, 17 maja 2016

Moja (wielka) miłość

Nie szukam już miłości
Od jakiegoś czasu mieszka ze mną
Jest włochata
i ma trochę pokrzywione zęby
Na fotelu z Ikei
z narzutą z Afryki
lub robić sobie szafę
W nocy chrapie
jednak gdy ją o to proszę
posłusznie przekręca się na bok
Je (za) dużo kiełbas
i pije (za) dużo piwa
Gra w gry o dżdżownicach
połykających kolorowe kulki
Kiedy jest głodna strasznie marudzi
Kiedy jest przeziębiona prawie umiera
Kiedy się boi tracę z nią kontakt

Moja miłość jest zupełnie inna
niż myślałam
że będzie

A mimo to
nie chciałabym
nawet o milimetr innej


poniedziałek, 16 maja 2016

poniedziałek, 2 maja 2016

Poemat o (nie)zwykłym poranku

6:30 -
krzątanina
odgłosy porannych czynności:
parzenie kawy
odpalanie papierosa
prysznic
szuranie nóg
po zimnej posadzce
przedpokoju

6:30 – 8:30 -
na wpół spanie
wpół leżenie
zakrywanie zziębniętych fragmentów ciała
a potem ich odkrywanie
bo za gorąco

8:30 -
alarm,
czyli niechętne podnoszenie się
bo spałam za krótko
za płytko
za szybko

Wita mnie rześkie 'dzień dobry'
- okrzyk zagrzewający do walki
z dniem spraw codziennych
oraz lekko opuchnięta twarz taty

Mycie ciała -
ciepły strumień wody
przyjemnie otulający skórę
Łyk kwaśnej kawy
Zakładanie bezsennych ubrań
oraz butów zdobytych
po okazyjnej cenie

Kosmetyczka
wyskubuje mi  brwi
Przede mną sterylnie biała ściana
Gdy się spojrzy trochę w bok -
widać tapetę w wielkie purpurowe kwiaty.
Przy 5. minucie wyrywania włosków
muszę powstrzymać
odruchy samoobronne

W domu czeka na mnie
jajecznica ze świeżym
szczypiorem

Słońce ogrzewa
ramię i twarz jasnym światłem
wpadającym przez okno samochodu
Białe chmury suną
po błękitnym tle
Kwietniowa zieleń pól -
ludzie coś zbierają.
Czy to już ziemniaki?
Zastanawiam się swa wielkomiejską
ignorancją.

Jest cicho i leniwie

A w głębi dramat wspomnień
i pamięć krzywd



sobota, 30 kwietnia 2016

Wiersz o twoim (nie)umarciu

Będziesz mógł umrzeć dopiero jak Ci na to pozwolę

Po wszystkich naszych wycieczkach
W góry
Nad morze
Nad jeziora mazurskie
I do bajecznej Tajlandii

Po wszystkich kłótniach
I jak śmiać się nie będzie już z czego
Bo wszystko zostanie obśmiane
I po tym jak wychowamy psa
oraz gdy wysmakuję wszystkie
zupy świata twojego autorstwa
Wtedy gdy twoje bycie i niebycie obok
Nie będą się od siebie różniły
Bo wygasną nasze pragnienia
I wtedy gdy wiersze będę pisać o skowronkach i wróblach
A nie o tobie

Ale teraz jest jeszcze wcześnie
Można powiedzieć zaledwie poranek
Naszej miłości
Więc mnie przytul -
bo tylko tak wracam do siebie do domu

I nie umieraj zbyt wcześnie
najlepiej nigdy -
niech świat o nas zapomni

na zawsze 

środa, 20 kwietnia 2016

Wiersz w czterech aktach.

Słyszę wiatr wdzierający się przez nieszczelność okien.
Widzę jak białe, miękkie chmury przesuwają się niespiesznie po błękitnym niebie.
Rześkie powietrze orzeźwia moją skórę,
sprawiając że drobne włoski wyciągają swe ciekawe główki ku górze.
Na parapecie stoi storczyk – prezent na „ocieplenie domu”.
W połączeniu z okalającą go okienną ramą wygląda niczym obraz.
Czy cieszy się światłem?

'''

Nie mam wielu uczuć w tej chwili w sobie
- wdzięczność za to co widzę
oraz za to że jestem bezpieczna.
Głębiej ukryty jest strach,
że niedługo przestanę być bezpieczna i
że znowu zrobiłam coś źle
- niezbywalne poczucie winy,
że się człowiek w ogóle urodził;
żyje we mnie jak małe zwierzątko
o małych płucach i wielkich oczach.

Jest też zmęczenie
wielością wyborów i brakiem instrukcji
na to jak mogę mieć szczęśliwe życie.
Wije się wzdłuż kręgosłupa
i atakuje nogi zginając je lekko,
żeby się można było wygodniej
ułożyć na kanapie.

'''

Krajobraz myśli raczej montonny:

  • powinnam znaleźć pracę na etat
  • albo przynajmniej posprzątać w domu
  • powinnam skończyć tłumaczyć książkę
    skoro dałam słowo pomimo tego, że już mi się nie chce
  • powinnam wziąć prysznic i zrobić jogę
  • trzeba było zadzwonić
  • teraz pomyślą, że jestem tchórzem
  • nie powinnam być tchórzem
  • nie pownnam myśleć, że nie powinnam być tchórzem
Ponieważ ilość powinności przytłacza,
siedzę na kanapię i patrzę przez okno.
Nie robię nic.

'''
A kiedy myślę o tobie, to zła jestem,
że w takim pośpiechu dzisiaj wyszedłeś.
Zrobiłam ci kawę,
żeby było miło.
Nie lubię gdy cię nie ma,
bo wtedy słyszę samotność
małej dziewczynki
kwilącą cicho

w ciemnej komancie pamięci.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Mix pierogów i twoja dłoń

Zamówiłam
mix pierogów wegańskich.
Piję słodko-kwaśną lemoniadę.

Za oknem słońce
i tłumy błąkających się ludzi.

Moje relacje ze światem
są dziś raczej chłodne.
Wczoraj uderzył mnie w twarz.
Dziś się na niego boczę.

W takiej to już toksycznej relacji jesteśmy -
ja i świat.

Mimo wszystko warto w niej trwać:

aby znajdować stokrotki na wycieraczce
i twoją dłoń w nocy
- tak idealnie pasującą do mojej.



wtorek, 29 marca 2016

Udo większe, niż kiedyś.

Budzę się.
Za oknem taka prawie wiosna.

Ciebie nie ma.
Uczysz ludzi o różnicach między
perplexed a confused.

Dotykam swojego uda.
Jest większe, niż kiedyś.
Pierwsze zajęcia dopiero o 16.
Co począć z całym dniem?

Myślę sobie, że gdybyśmy mieli dziecko,
wtedy nie miałabym tych wszystkich pytań
o sens życia i o to którędy biegnie moja droga.

Zawsze myślałam o sobie jako o niespełnionej pisarce.
Wciąż nie piszę.
Oczy bolą mnie od komputera.
Smucę się w brudnym mieszkaniu
i tęsknię do oceanu i dziecka.

Naprzemiennie.

Przede mną blado-fioletowe tulipany się chyboczą w wazonie
ze słoika na stoliku z Ikei.
Nasze życie nie jest takie jak z katalogu z Ikei,
ale przynajmniej stolik mamy.

Kawa wystygła w filiżance.
Wielkie miasto rozbudzone.
Chłód na moich dłoniach
- okno otwarte.

A gdybym była w innym kraju?
A gdybym miała dużo pieniędzy?
A gdyby mnie kto inny wychował?

Kim bym wtedy była?

Czy byłabym szczęśliwa?

Kura domowa

Jestem kurą domową
w białym szlafroku
i turbanie z niebieskiego ręcznika

Wstałam późno
Wypiłam czarną kawę z odrobiną cukru
Wystawiłam zegarki na sprzedaż w internecie

Teraz słucham deszczu zza okna
jak dzwoni delikatnie o parapet
i jak zaczyna uderzać coraz mocniej

Lakier na moich paznokciach poodpryskiwał
szczególnie na czubkach
pewnie go zjadłam

Naczynia wysypują się brudne
ze zlewu
Siedzę na kanapie
Piszę wiersz
Ach gdybym paliła
to bym się wychyliła przez okno
i paląc patrzyłabym z wyższością
na beton pode mną i ludzi
których nie widzę

Wyobrażałabym sobie
że niczym paryska myślicielka
tworzę historię
snując swe myśli i sądy

Jestem polskim
nieodkrytym jeszcze talenciem
grzeczną wychowanką systemowej edukacji
owocem miłości "to chyba to"
Choruję na niemoc
i uszczerbki w poczuciu własnej wartości

Jak wszyscy

Ale przynajmniej mogę napisać wiersz
i pomarzyć że jestem kimś innym

Drogie naczynia już do was idę
Mocząc rękawy szlafroka
Przywrócę wam waszą godność

wodą gąbką i płynem

niedziela, 20 marca 2016

Skrzydła jak skały

Jesiennie dziś
Sennie

Deszcz pada, zimny wiatr przemarza ciała...i kości

Na coś czekam
Nie przyjdzie to stamtąd albo tam albo wtedy 

To żyje we mnie
pełne radosne gotowe

I czeka aż się obudzę

Śpiące skrzydła
stają się ciężkie jak skały

Nie można o nich zapomnieć, bo są
i ciążą
Kiedy się je odetnie pzostaną blizny
i pewnego rodzaju kalectwo

Więc się nimi porusza od czasu do czasu
cudacznie nieudacznie

I się marzy o śnie na wieki i na zawsze

Albo nagłym przebudzeniu do szalonego lotu

Kto miał nas nauczyć latać i nie nauczył?
Albo kto sprawił, żeśmy zapomnieli
jak rozpościerać skrzydła i wzbijać się w powietrze tysiąca możliwości...?




Transmisja

„Zanim otworzysz usta,
twoja mowa jest już ukończona.

Zanim zrobisz krok,
już jesteś na miejscu”.

Wachlarz oddechu
pozwala
chmurom płynąć.

Jestem chmurą czy niebem?
Oddechem czy oddychającym?

Odmęty wrażeń, słów, pragnień i myśli.

Łagodny szelest oddechu
przestrzeń w klatce piersiowej
unoszenie i opadanie brzucha

Twoje niebieskie oczy.

W złotym świetle
na zawsze razem

takie same czy różne?